Vedi Vidi Vici Gentoo

wrzesień 11, 2006

Wreszcie znalazłem trochę czasu aby zainstalować Gentoo. I bardzo się cieszę, że tak się stało. Ale po kolei.

Na pierwszy ogień poszedł prawie dwuletni blaszak. W jego wnętrznościach można znaleśc Pentium 4 3.00GHz (Prescott); 512MB DDR RAM; 200GB HDD Seagate no i do tego jeszcze jakieś 256 gram kurzu mojej własnej produkcji. Korzystałem z przewodnika Szybkiej instalacji Gentoo. CFLAGS ustawiałem według zalecen ze strony gentoo-wiki.com, konktetniej ze strony Safe Cflags. Instalacja przebiegła bez większych problemów, obyło się bez utraty danych. Co nie znaczy, że bezproblemowo. Udało mi się skompilować kernel bez obsługi SATA co powodowało kernel panic. Później poszły poszukiwania właściwych modułów do obsługi drugiej z kart sieciowych i karty dzwiękowej. No i kilka minut filozoficznego zastanawiania się czym się różni kodowanie utf-8 (które nie chciało działać) od utf8 (które raczyło działać). No i w skrócie tak stałem się posiadaczem Gentoo na własnym dysku twardym.

Drugim etapem była instalacja KDE. Bardzo byłem ciekaw ile czasu może zając taka operacja. I się dowiedziałem – około 8 godzin. Trzeba jednak wspomniec, że to czas sciągania i instalacji nie tylko “gołego” KDE ale również wielu pakietów dodatkowych, w liczbie ponad 280, przykładowo Samba. Nie korzystałem także z ccache, które ponoć może przyśpieszyć proces kompilacji nawet kilkakrotnie.
Pierwsze wrażenia – jak to szybko działa! Po prostu. Spodziewałem się, że skompilowanie systemu na konkretny procesor i kernel na miarę może przyśpieszyć system o kilka procent. Myliłem się. Mam wrażenie, że uruchamianie systemu i aplikacji zabiera około połowę tego czasu co w SuSE 10.1. Tak więc system uruchamia się w 45 sekund licząc od załadowania jądra przez GRUBa do wpełni działającego KDE. Uruchomienie nowego okna Konquerora, Konsoli zajmuje ułamek sekundy, co w SuSE trwało ponad 3 sekundy.

Kolejną zaletą jest Portage czyli system zarządzania pakietami. Jeśli ma się dostęp do internetu to pozwala on zapomnieć o całym RPM-hell. Po prostu pisze się nazwę programu poprzedzoną słowem “emerge” i po chwili oczekiwań na naszym dysku ląduje program gotowy do użytku, zoptymalizowany dla naszego procesora. Bez godzin zabawy rodem z kiepskich przygodówek (czyli: aby zainstalować A muszę mieć B i C ale aby zainstlować B muszę mieć D i E ale…). Koniec z recznym dobieraniem pakietów do posiadanego procesora(to robi za nas zmienna ACCEPT_KEYWORDS). Koniec z wpisywaniem ./configure –help aby zobaczyć z jakimi dodatkowymi opcjami można skompilowac (to dzięki zmiennej USE). Programy mogą być pobierane z internetu w tle i kompilowane wielowątkowo (odpowiednio FEATURES=”parallel-fetch” oraz MAKEOPTS=”-j3″). Ogólnie portage co całkiem przyjemny kawałek kodu napisany w jeszcze przyjemniejszym języku(Python).

Jest jeszcze coś czego nie spostrzega się od razu. Mianowicie zdobywa się praktyczną wiedzę o działaniu systemu. W systemie praktycznie nie ma pakietów konfiguracyjnych, więc niemal wszystko trzeba wpisać ręcznie korzystając z “ulubionego edytora”. Nie jest to może to o czym marzy przeciętny użytkownik, ale już po kilku dniach zmienia się podejście do konfiguracji. Jak to się kiedyś mawiało Cała władza w ręce admina!. Miło jest wiedzieć co i jak w systemie piszczy.

Entry Filed under: linux. .

Leave a Comment

Required

Required, hidden

Some HTML allowed:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Trackback this post  |  Subscribe to the comments via RSS Feed


Blog Stats

About Widget

O stronie

To jest częściowo testowa strona na wordpress.com